Archiwum
Zakładki:
RSS
niedziela, 08 lipca 2007
Zagubiony pokój (The Lost Room, AKA Motel Man)

Człowiek współczesny doskonale rozumie materię. Czuje ją, widzi, pożąda. Zabija dla niej, zbiera ją i kolekcjonuje. Jeśli więc boska emanacja chciałaby przemówić poprzez materię, na pewno mogłaby zrobić tak, jak ma to miejsce w mini-serialu The Lost Room.

The Lost Room

Bo jest to film o obiektach, różnorodnych przedmiotach, których ponoć ponad sto mieściło się w zagubionym pokoju motelowym nr 10. Serial nie jest zbyt długi, więc nie poznajemy mocy i właściwości wszystkich przedmiotów (zresztą, ci bardziej wtajemniczeni bohaterzy serialu sami przyznają, że cechy niektórych obiektów nie zostały jeszcze rozpoznane). Obiekty mają swoją moc – czasami jest ona ujawniana w obecności innych przedmiotów motelowych. Zdobycie władzy nad przedmiotem, to zdobycie nadprzyrodzonej potęgi. Problem w tym, że w ostatecznym rozrachunku nie wiadomo, kto nad kim posiadł panowanie…

Film jest stosunkowo świeży, bo powstał niespełna rok temu i wydaje się pięknie wpasowywać w popularne w naszej postmodernistycznej kulturze instytucje. Tak więc The Lost Room jest pełen znanych nam mniej lub więcej akcji, typu - estetyka gier RPG, paranaukowe dogmaty rodem z komiksu, wszechobecny kryzys tożsamości członków euroamerykańskiegospołeczeństwa oraz wpływy New Age.

Ludzie to istoty opętane miłością do przedmiotów, potrzebą posiadania przedmiotów lub nienawidzenia przedmiotów. Jeśli na planie materialnym obiekty mogą oddziaływać na otoczenie, to reakcje emocjonalne ludzi wspaniale prezentują ich oczekiwania. Oczekiwanie na posiadanie mocy nadprzyrodzonych, które zmienią wszystko to, czego sami zmienić nie potrafimy. Relacje ludzi z obiektami niczym się nie różnią od pierwotnych religii, kiedy bogowie współegzystowali z ludźmi.

The Lost Room składa się z trzech części. Jego reżyserami są Craig R. Baxley (to ten, któremu m.in. nie udało się z amerykańską wersją Królestwa Larsa von Triera) oraz Michael W. Watkins (jeden z kilkudziesięciu reżyserów Archiwum X). Sama historia zaczyna się od strzelanin i gonitw. Detektyw Miller (Peter Krause) trafia do zaginionego pokoju motelowego, który tak naprawdę jest portalem nieznanego przeznaczenia. Jego znalezisko nie jest jednak początkiem historii – Miller trafia w sam jej środek, ponieważ świat okazuje się pełen kolekcjonerów, antykolekcjonerów oraz fascynatów obiektów.

Serial oparty został na bardzo ciekawym pomyśle, więc nie rażą tanie efekty specjalne, czy nie zawsze dobra gra aktorów. Ot, świetny, bo intrygujący relaks wieczorową porą. Szybka akcja i szczypta współczesnej ezoteryki.

18:48, omnitan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lipca 2007
Królestwo (Riget, Lars von Trier)

Służba zdrowia i rząd IV RP zwarły się w bojowym uścisku. Białe miasteczka, przepychanki, programy naprawy, spacery po ulicach i szatan w służbie zdrowia…. Sytuacja wyciska łzy wzruszenia i wzbudza śmiech. Zastanawia i obrzydza. Jest śmiesznie, żałośnie i demonicznie.

To wszystko wywołuje u mnie jedno, ale za to bardzo dobre wspomnienie. Serial Riget. Królestwo, genialny, makabryczny i paranoidalny film Larsa von Triera, reżysera prawdziwego, a nie rzemieślnika. Chociaż Riget I powstało w 1994, a Riget II w 1997 roku, to film postrzegam dzisiaj chyba za jeszcze wspanialszy, niż kiedy pierwszy raz go oglądałem w swoich studenckich czasach.

Jeśli kinematografia współcześnie bywa jeszcze czasami sztuką, to Królestwo jest tego genialnym przykładem (obok filmów Davida Lyncha i Quentina Tarantino). Film, który mógłby być mydlaną operą, kiepską komedią lub niskonakładowym gniotem o duchach i światach nadprzyrodzonych jest cudownie i zaskakująco złożonym dziełem.

Bo tak naprawdę, to nie wiem, o czym jest film Królestwo. Serial łatwo streścić. W duńskiej Kopenhadze jest sobie bowiem wielki szpital o nazwie Królestwo. Szpital, miejsce triumfu racjonalnego umysłu powstało tam, gdzie świat duchowy współegzystował od wieków wraz z ludźmi. Nic więc dziwnego, że w Królestwie dzieją się rzeczy dziwne. Wręcz przedziwne.

Jako dzieło prawdziwie ezoteryczne, serial wciąga powoli, odrzucając natrętów i przypadkowych widzów, nastawionych albo na komercyjny chłam, albo na intelektualną papkę. Film wcale nikogo do siebie nie zachęca, robi to sam von Trier w napisach końcowych. Jak narrator w dobrej, greckiej tragedii. Stąd może totalna klęska Kingom Hospital, komercyjnego serialu nakręconego w USA na podstawie Królestwa Larsa von Triera. Bo w sumie trochę trudno przebrnąć przez pierwszy odcinek – „Łapiduchy”, żeby dać się pochłonąć absurdowi serialu. Jak von Trier to robi, że nie zrywa tej cieniutkiej nitki porozumienia z widzem? Wiadomo – sam to wyjaśnia – wszystko jest zarówno sprawką Dobra, jak i Zła.

Tylko w Królestwie miła para - symulująca choroby pani Drusse oraz jej prawa ręka, wybitnie tępy syn-pielęgniarz Bulder mogą obudzić społeczność szpitalną – pacjentów i pracowników do groteskowych działań mających wyjaśnić przyczynę nadprzyrodzonych zjawisk, paraliżujących cały szpital.

Doktor Helmer, szwedzki neurochirurg pała nienawiścią do wszystkich, którzy go otaczają. Wydaje się być jedynym, który widzi absurd zachowań swojego szefa, doktora Moesgaarda i reszty jego kolegów-lekarzy pseudomasonów. Cynizm Helmera, wiara w racjonalizm i jego obrzydzenie do działań typu reforma relacji pacjent-szpital (akcja Poranny Powiew przydałaby się naszemu rządowi i pracownikom służby zdrowia) przeradza się z kolei w bzdurne przekroczenie granic dobrego smaku.

Cała reszta postaci jest zresztą równie ciekawa i niesamowicie uzupełniająca barwną fabułę tego dość szarego filmu (w wersji dystrybuowanej przez Gutek Film, sepia jest jeszcze mroczniejsza, ziarno taśmy filmowej większe niż w oryginale – wreszcie zrozumiałem, skąd ta nienawiść i strach Gutka przed piratami…).

Sekrety, dziwactwa i problemy osobowościowe są karykaturalnie przerysowane i udowadniają jedną rzecz – nikt w Królestwie nie trzyma dystansu do siebie i do innych. Pełno absurdalnych emocji targa budynkiem szpitala, niemal jak sytuacją w służbie zdrowia, gdzie rząd nienawidzi lekarzy i pielęgniarek, lekarze i pielęgniarki nienawidzą rządu. Pacjent musi odprowadzać składki i jakoś sobie radzić, kiedy dzieci się biją swoimi zabawkami.

Lars von Trier ma tymczasem dystans – do siebie, do innych i do Królestwa. Co widać na poniższym teledysku…

I na koniec, korzystając z dobrodziejstw YouTube (którego Gutek Film nie zmusił jeszcze do zamknięcia serwisu) krótka sekwencja początkowa z Riget I - jednym dla wspomnienia, drugim dla wyostrzenia apetytu...
13:14, omnitan
Link Dodaj komentarz »