Blog > Komentarze do wpisu
Królestwo (Riget, Lars von Trier)

Służba zdrowia i rząd IV RP zwarły się w bojowym uścisku. Białe miasteczka, przepychanki, programy naprawy, spacery po ulicach i szatan w służbie zdrowia…. Sytuacja wyciska łzy wzruszenia i wzbudza śmiech. Zastanawia i obrzydza. Jest śmiesznie, żałośnie i demonicznie.

To wszystko wywołuje u mnie jedno, ale za to bardzo dobre wspomnienie. Serial Riget. Królestwo, genialny, makabryczny i paranoidalny film Larsa von Triera, reżysera prawdziwego, a nie rzemieślnika. Chociaż Riget I powstało w 1994, a Riget II w 1997 roku, to film postrzegam dzisiaj chyba za jeszcze wspanialszy, niż kiedy pierwszy raz go oglądałem w swoich studenckich czasach.

Jeśli kinematografia współcześnie bywa jeszcze czasami sztuką, to Królestwo jest tego genialnym przykładem (obok filmów Davida Lyncha i Quentina Tarantino). Film, który mógłby być mydlaną operą, kiepską komedią lub niskonakładowym gniotem o duchach i światach nadprzyrodzonych jest cudownie i zaskakująco złożonym dziełem.

Bo tak naprawdę, to nie wiem, o czym jest film Królestwo. Serial łatwo streścić. W duńskiej Kopenhadze jest sobie bowiem wielki szpital o nazwie Królestwo. Szpital, miejsce triumfu racjonalnego umysłu powstało tam, gdzie świat duchowy współegzystował od wieków wraz z ludźmi. Nic więc dziwnego, że w Królestwie dzieją się rzeczy dziwne. Wręcz przedziwne.

Jako dzieło prawdziwie ezoteryczne, serial wciąga powoli, odrzucając natrętów i przypadkowych widzów, nastawionych albo na komercyjny chłam, albo na intelektualną papkę. Film wcale nikogo do siebie nie zachęca, robi to sam von Trier w napisach końcowych. Jak narrator w dobrej, greckiej tragedii. Stąd może totalna klęska Kingom Hospital, komercyjnego serialu nakręconego w USA na podstawie Królestwa Larsa von Triera. Bo w sumie trochę trudno przebrnąć przez pierwszy odcinek – „Łapiduchy”, żeby dać się pochłonąć absurdowi serialu. Jak von Trier to robi, że nie zrywa tej cieniutkiej nitki porozumienia z widzem? Wiadomo – sam to wyjaśnia – wszystko jest zarówno sprawką Dobra, jak i Zła.

Tylko w Królestwie miła para - symulująca choroby pani Drusse oraz jej prawa ręka, wybitnie tępy syn-pielęgniarz Bulder mogą obudzić społeczność szpitalną – pacjentów i pracowników do groteskowych działań mających wyjaśnić przyczynę nadprzyrodzonych zjawisk, paraliżujących cały szpital.

Doktor Helmer, szwedzki neurochirurg pała nienawiścią do wszystkich, którzy go otaczają. Wydaje się być jedynym, który widzi absurd zachowań swojego szefa, doktora Moesgaarda i reszty jego kolegów-lekarzy pseudomasonów. Cynizm Helmera, wiara w racjonalizm i jego obrzydzenie do działań typu reforma relacji pacjent-szpital (akcja Poranny Powiew przydałaby się naszemu rządowi i pracownikom służby zdrowia) przeradza się z kolei w bzdurne przekroczenie granic dobrego smaku.

Cała reszta postaci jest zresztą równie ciekawa i niesamowicie uzupełniająca barwną fabułę tego dość szarego filmu (w wersji dystrybuowanej przez Gutek Film, sepia jest jeszcze mroczniejsza, ziarno taśmy filmowej większe niż w oryginale – wreszcie zrozumiałem, skąd ta nienawiść i strach Gutka przed piratami…).

Sekrety, dziwactwa i problemy osobowościowe są karykaturalnie przerysowane i udowadniają jedną rzecz – nikt w Królestwie nie trzyma dystansu do siebie i do innych. Pełno absurdalnych emocji targa budynkiem szpitala, niemal jak sytuacją w służbie zdrowia, gdzie rząd nienawidzi lekarzy i pielęgniarek, lekarze i pielęgniarki nienawidzą rządu. Pacjent musi odprowadzać składki i jakoś sobie radzić, kiedy dzieci się biją swoimi zabawkami.

Lars von Trier ma tymczasem dystans – do siebie, do innych i do Królestwa. Co widać na poniższym teledysku…

I na koniec, korzystając z dobrodziejstw YouTube (którego Gutek Film nie zmusił jeszcze do zamknięcia serwisu) krótka sekwencja początkowa z Riget I - jednym dla wspomnienia, drugim dla wyostrzenia apetytu...
wtorek, 03 lipca 2007, omnitan